Recenzja gry: "Black Mirror 2"

okładka

Zapraszamy na recenzję gry:

"Black Mirror II"

Wszyscy, którzy ukończyli "Black Mirror" mogli być pewni, że finał tej opowieści jest finałem ostatecznym. Ze względu na drastyczne okoliczności zakończenia, raczej ciężko było oczekiwać czegoś więcej. Twórcy - Future Games - uznali historię za kompletną i postanowili zająć się inną grą, wkrótce także recenzowaną na naszym portalu - mowa o grze "Nibiru". Po wielu latach jednak, inna firma, Cranberry Studio wzięła na warsztat tragiczne losy Samuela Gordona i postanowiła stworzyć kontynuację, zatytułowaną "Black Mirror II". Fani przyjęli wiadomość raczej z ograniczoną radością, czemu trudno się dziwić. Nowe studio, pomysł wyciągnięty z kapelusza, możliwa chęć podpięcia się pod sukces poprzedniej części... Z pewnością panowie nie mieli łatwo.

Na początku można mieć wątpliwości, czy w ogóle zakupiliśmy odpowiednią grę. Druga część w pierwszych momentach totalnie niczym nie przypomina jedynki pod żadnym względem. Wcielamy się w postać Darrena Michaelsa, studenta fizyki, obecnie korzystającego z wakacji w niewielkim, amerykańskim miasteczku Biddefort. „Korzystającego z wakacji” to może nie do końca fortunne stwierdzenie, bowiem Darren zatrudnił się w lokalnym zakładzie fotograficznym, aby zarobić parę groszy. Niestety, jego pracodawca to kawał drania, cham, prostak i głupiec. Darren nie cierpi go z całego serca, lato więc zapowiada się fatalnie. Wszystko odmieniają nagłe, niepokojące zdarzenia, w które Darren zostaje wplątany; choroba ukochanej mamy, tajemnicze morderstwo oraz mozolne odkrywanie własnej przeszłości to dopiero wierzchołek góry lodowej…

Główny bohater ujął mnie od pierwszego wejrzenia. Kompletnie nie rozumiem, skąd krytyka, jakiej doszukać można się w kilku innych recenzjach. Młody, wyluzowany, sarkastyczny i ironiczny Darren jest totalnym przeciwieństwem patetycznego i irytującego Samuela Gordona. Jego cięte uwagi, złośliwe komentarze, lekkość prowadzenia rozmów i wisielczy humor sprawdzają się znakomicie. Tak skonstruowana osobowość nawiązuje do wspaniałych, zapadających w pamięć innych bohaterów, z Georgem Stobbartem na czele. Twórcy bardzo pomysłowo wykorzystali również pasję Darrena, jaką jest fotografia. Możemy robić zdjęcia co ciekawszym fragmentom otoczenia, dzięki czemu odblokujemy unikalną zawartość; np. szkice, filmy i tryb wielkich głów. Miły ukłon ze strony twórców.

Wspomniane otocznie wypada naprawdę świetnie, szczególnie jeżeli porównywać z kanciastymi obiektami pierwszej serii. Pokuszono się o zaprojektowanie nowych, przekonująco wyglądających lokacji, takich jak pierwszy nadmorski kurort, ale najlepiej wypadają chyba odświeżone lokacje, na czele z Willow Creek i posępnym tytułowym zamczyskiem. Całość graficzna utrzymana jest w nieco jaśniejszym, mniej ponurym tonie, co pasuje do prowadzonej narracji. Wciąż możemy natknąć się na sceny, które mogą nieco przestraszyć - jak odnalezienie zmasakrowanego trupa w podziemnym laboratorium. Zmieniono w ogóle atmosferę opowieści; zamiast przewidywanego horroru, otrzymujemy raczej trzymający w napięciu kryminał, pomieszany z sensacją.

Fabuła przykuwa uwagę i nie pozwala się nudzić. Dzięki temu, że dwa pierwsze rozdziały zupełnie nie sygnalizują związku z pierwowzorem, zwiedzimy dużo naprawdę różnorodnych, nowych lokacji, by później powrócić do tych dobrze znanych, ale odrestaurowanych. Trudno oderwać się od stopniowego poznawania historii Darrena. Na początku prezentuje się ona bardzo mglisto i niejasno, by wraz z postępem w grze odsłaniać kolejne elementy, które wskakują na swoje miejsca w dobrze znanej układance. Świetnie skonstruowane intrygi, zwroty akcji oraz puszczanie oczka do starszych graczy stanowią najmocniejsze punkty całej historii. Należy też docenić takie zabiegi twórców, jak nękanie sennymi koszmarami głównego bohatera przy okazji nowych rozdziałów - z takimi samymi problemami borykał się protagonista z pierwszej części.

R E K L A M A

Bardzo zaimponowały mi zagadki, z którymi musimy się zmierzyć. Mam na myśli przede wszystkim te, które nawiązują do wykształcenia i zainteresowań Darrena, dzięki czemu takie uwolnienie się przy pomocy prowizorycznego wybuchu wygląda naprawdę przekonująco. Prócz tego masa tradycyjnych układanek, puzzli i całej reszty, jaką musi mieć w sobie każda tradycyjna przygodówka point-and-click. Na pewno ciekawym urozmaiceniem będzie łamigłówka dźwiękowa lub cały proces wywoływania zdjęć, co dobitnie pokazuje, że twórcy starali się być naprawdę kreatywni, gdyż do tej pory nie spotkałem się jeszcze z czymś takim. Bardzo rozsądną opcją jest także wybór poziomu trudności; mamy podział na "zwyczajny” i "łatwy”. W przypadku wyboru łatwego, pod wieloma zagadkami w dzienniku Darrena pojawi się opcja wyświetlania podpowiedzi, z której możemy skorzystać. Także niektóre układanki będzie można pominąć, jeżeli sprawią nam zbyt wielką trudność.

Akcja gry toczy się w roku 1993 i dosadnie widać to w każdym aspekcie. Bardzo fajnie wkomponowano uwagi Darrena na temat ówczesnych osiągnięć techniki, takich jak dyskietki; dzisiaj wywołuje to nostalgiczny uśmiech. Zresztą, zadbano o zachowanie klimatu i wiarygodności; w rozmowach i komentarzach często padają nazwy ówczesnych premier filmowych lub popularnych zespołów muzycznych.

Dialogi i dubbing angielski wypadają nienagannie. Wspominałem już o świetnym Darrenie, którego głos jest jednym z najlepszych, jakie słyszałem w przygodówkach, idealnie skrojony pod charakter bohatera. Nie ustępują mu także inni - Fuller, Angelina czy pan Eddie (swoją drogą, rozmowy między nim a głównym bohaterem naprawdę potrafią wywołać salwy śmiechu). Nie wiem, ile trwały nagrania, ale każdy wypada przekonująco i autentycznie.

Niestety, nie popisali się znowu rodzimi tłumacze. To powszechna praktyka, że translatorzy otrzymują jedynie suchy tekst i mają za zadanie go przełożyć, a jednocześnie nie muszą zaznajamiać się z historią i kontekstem. Stąd otrzymujemy masę kwiatków, nazywanie garnka patelnią czy koło od wozu będące nagle kołem samochodowym. Tłumaczenie mocno kulało także w pierwszej części i niewiele się zmieniło. Nie można jednak za to winić twórców gry, a jedynie lokalnego wydawcę, zezwalającego na takie niechlujstwa.

Poza lokacjami i oczywiście historią, znajdziemy również inne nawiązania do części pierwszej. Przede wszystkim, jest to możliwość nagłej śmierci bohatera, rzecz kontrowersyjna w przygodówkach, a charakterystyczna w tej serii. Tutaj twórcy potraktowali to jako smaczek, bowiem przed każdym zdarzeniem, w wyniku którego Darren może stracić życie, gra wykonuje automatyczny autosave. To moim zdaniem rozsądne rozwiązanie, gdyż nie musimy się obawiać, że w wyniku naszej nieostrożności i zapomnieniu o zapisaniu utracimy konkretne postępy w grze.

Mechanika gry zyskała kilka udogodnień. Darren niestety, wzorem dostojnego Samuela Gordona z części pierwszej, nadal nie może biegać, ale przynajmniej potrafi przyspieszyć kroku, co uwalnia nas od monotonii oglądania tych samych lokacji. Może się to wydawać drobnostką, ale starzy wyjadacze doskonale wiedzą, że przy kręceniu się w poszukiwaniu rozwiązania kłopotliwej zagadki można kilkakrotnie łazić tam i z powrotem. Niemożność przebiegnięcia lokacji lub "przeklikania" jej (po dwukrotnym kliknięciu znaleźć się w innym obszarze) jest wtedy naprawdę frustrujące. Przedmioty, które nie przydadzą się nam już więcej, po komentarzu głównego bohatera zostają wygaszone. Wszystkie interaktywne opcje możemy sobie podświetlić poprzez naciśnięcie spacji. Wykonano także ukłon w stronę tradycjonalistów - w menu mamy opcję zmienienia kształtu kursora na dokładnie identyczny, jak w Black Mirror.

Ścieżka dźwiękowa niezbyt przypadła mi do gustu. Trudno właściwie powiedzieć dlaczego - być może powodem jest jej nijakość. Brzmi jakby przygotowana w myśl zasady "no obowiązek obowiązkiem jest, każda gra musi posiadać soundtrack”. Przyzwyczajony do absolutnie fantastycznych ścieżek dźwiękowych z innych gier, tą muszę ocenić co najwyżej przeciętnie.

Podsumowanie

Podsumowując  grę "Black Mirror II”, musimy uznać cały projekt za niezwykle udaną kontynuację. Obawy graczy okazały się bezpodstawne - Cranberry Studio nie zaserwowało ani odgrzewanego kotleta ani nie naraziło fanów na niestrawność. Wręcz przeciwnie, zaczerpnęło co najlepsze od popularnego poprzednika, nie bojąc się wprowadzić rewolucyjnych zmian oraz wielu autorskich, oryginalnych konceptów. Stwierdzamy bez cienia wątpliwości, że druga część jest o wiele lepsza od poprzednika, co przecież zdarza się bardzo rzadko. Znakomita robota.

Screens

kliknij aby powiększyć

black-mirror-2-okladka

"Black Mirror 2"

Recenzje

 

black mirror okladka black mirror 3 news

 

Podsumowanie
Recenzja gry: "Black Mirror 2"
Plusy Nagroda
  • Główny bohater
  • Odwaga twórców w zmianie narracji
  • Klimat historii
  • Grafika
  • Różnorodność zagadek
hardware.info.pl poleca 5 gwiazdek ocena 8 plus
Minusy
  • Ścieżka dźwiękowa
  • Słaba polonizacja
Ocena

"Podsumowując  grę "Black Mirror II”, musimy uznać cały projekt za niezwykle udaną kontynuację."

 

Udostępnij

Wstecz

Pliki cookie ułatwiają świadczenie naszych usług. Korzystając z naszych usług, zgadzasz się, że używamy plików cookie.
Dalsze informacje Ok