Recenzja gry: "Black Mirror"

okładka

Zapraszamy na recenzję gry:

"Black Mirror"

Są takie gry, które często niezasłużenie zdobyły rozgłos zupełnie nieadekwatny do prezentowanego poziomu. Z jakichś, często niezrozumiałych względów, uznano je za wartościowe lub włączono do szeroko rozumianej klasyki. W niniejszej recenzji przyjrzę się produkcji, którą mnóstwo graczy wymienia w zestawieniach najlepszych przygodówek point-and-click, a w którą, mimo całkiem niezłego rozeznania w gatunku, miałem okazję zagrać dopiero teraz.

W "Black Mirror" wcielamy się w postać Samuela Gordona, członka znamienitego brytyjskiego rodu. Jego rodzina od pokoleń zamieszkuje monumentalny, mroczny zamek Black Mirror, zaś Samuel opuścił go kilkanaście lat temu wskutek pewnych tragicznych wydarzeń. Pragnął odciąć się od nieszczęśliwych wspomnień, a do powrotu skłoniła go dopiero wiadomość o śmierci ukochanego dziadka Williama. Wynik oficjalnego śledztwa jest jednoznaczny - starszy Gordon popełnił samobójstwo, skacząc z zamkowej baszty. Jedyny powątpiewający w tę tezę to Samuel. Razem z głównym bohaterem rozpoczynamy więc prywatne, szeroko zakrojone śledztwo, szybko utwierdzające nas w przekonaniu, że za śmiercią Williama kryje się coś więcej. Zaczniemy odkopywać rodzinne tajemnice i sekrety, a cała sprawa doprowadzi nas do miejsc, w których nigdy dobrowolnie nie chcielibyśmy się znaleźć.

Klimat gry przedstawia się bardzo mroczno i ponuro. Już początkowa posiadłość wprawia w przygnębiający nastrój (kiedy znamy dopiero ułamek historii), potęgowany dodatkowo przez następujące wydarzenia. Nie ma miejsca na humor, tak powszechny w licznych przygodówkach - decydując się na "Black Mirror" musimy być gotowi na pełen grozy thriller, cały czas trzymający nas w napięciu. Traktuję to jako atut, bowiem mnóstwo innych gier, chociaż podejmuje pozornie poważną tematykę (spiski templariuszy, tropienie złoczyńców, tajne organizacje) utrzymane jest w dużo lżejszym tonie. Oczywiście dużo zależy od indywidualnych preferencji odbiorcy - jeżeli skłaniamy się raczej ku dobrej zabawie (czyli np. wkrótce recenzowana na naszych łamach "So Blonde: Blondynka w opałach"), "Black Mirror" raczej powinniśmy sobie odpuścić.

Główny bohater jakoś nie przypadł mi do gustu. To nieco rozpieszczony szlachcic, totalny sztywniak, mający o sobie mocno wygórowane mniemanie. Widać to szczególnie w rozmowach z podwładnymi, np. z ogrodnikiem Henrym. Jego głos straszliwie irytuje i wręcz sprawił, że zapałałem do niego prawdziwą antypatią. Dosyć dziwne - przygodówki przeważnie stawiają właśnie na wyrazistych protagonistów, nadających fabule kolorytu i pozostających na długo w pamięci - George Stobbart, Nico Collard, Sherlock Holmes, Karen Walker. Samuel Gordon niestety do tego zaszczytnego grona nie dołączy.

Nie mógłbym nie wspomnieć o polonizacji, prezentującej się po prostu fatalnie. Z ręką na sercu - nigdy nie widziałem równej amatorszczyzny w żadnej innej produkcji (zresztą, amatorzy, ze zwyczajową ambicją i zapałem, prawdopodobnie zrobiliby to lepiej). Błędy ortograficzne są niemal na porządku dziennym, ponadto natrafimy na liczne powtórzenia, niedopatrzenia, literówki i niedociągnięcia. Powszechnym jest również dublowanie napisów wypowiadanej kwestii. Bardzo dziwnym jest to, że ktoś podobną katastrofę w ogóle odważył się wypuścić na rynek. Tragikomedia i farsa, czysta kpina z języka polskiego. Negatywne komentarze można mnożyć i mnożyć.

R E K L A M A

Historia, pełna niejasności, zawiłości i brutalności, z pewnością stanowi najmocniejszy punkt produkcji. Wraz z postępem fabuły narasta poczucie zagrożenia i osaczenia Samuela. Wszystko gmatwa się i pojawiają się setki nowych pytań. Osobiście odczuwałem, jakbym został wrzucony w środek porządnego kryminału i musiał odnaleźć się w rozpędzonej karuzeli zdarzeń. Tropienie mordercy Williama Gordona, odczytywanie kronik rodu Gordonów i odkrywanie sekretów przeszłości zostało skonstruowane tak udanie, że trudno oderwać się od komputera (chociaż ułatwiają to inne błędy gry). Jednak pod względem fabularnym to rzeczywiście świetna, dojrzała i nietuzinkowa gra.

Klimat budują również lokacje w których będziemy rozwiązywać zagadki. Nie trafimy do wesołego miasteczka na karuzelę, a raczej zwiedzimy kostnicę, cmentarz, szpital dla umysłowo chorych, tajemnicze miejsce w środku lasu lub opuszczone kopalnie, gdzie wciąż straszą szkielety ostatnich lokatorów. O ile lokacje wyglądają naprawdę przyzwoicie, o tyle pozostałe elementy grafiki nie dorównują im w najmniejszym stopniu. Topornie wyglądają modele postaci, a zupełną klęską są drewniane animacje ruchu, które musimy oglądać naprawdę często (mimo przeżycia mnóstwa niesamowitych przygód, Samuel wciąż nie potrafił przyswoić sobie umiejętności biegania albo chociaż szybkiego chodzenia). Na szczęście przynajmniej przemieszczanie pomiędzy lokacjami można załatwić dwoma kliknięciami myszki...

Poziom zagadek to absolutna definicja przeciętności. Kilka łatwych, kilka trudnych, ale rzeczywiście logicznych, kilka ultragłupich, przez co bardzo trudnych, zdecydowana większość na średnim poziomie. Na wyróżnienie według mnie zasługują wszelkiej maści układanki. Znajdywać je będziemy co jakiś czas i są to najlepiej pomyślane przeszkody. Dobrym rozwiązaniem jest brak podświetlenia przedmiotów, które aktualnie nie są nam potrzebne. Niewątpliwą zaletą jest brak przymusu przedzierania się przez dziesiątki interaktywnych elementów otoczenia, aby wreszcie odszukać ten właściwy. Znowuż zapewne nie raz poczujemy się totalnie zagubieni, a rozwiązaniem okaże się powrót do poprzedniej lokacji, gdzie już nagle będziemy mogli podnieść wiaderko z wodą lub porozmawiać na konkretny temat z postacią.

Jako ciekawostkę możemy potraktować ewentualną śmierć naszego bohatera, rzecz raczej niespotykaną. Prawdopodobnie miało to spotęgować mroczną atmosferę i uwypuklić niebezpieczeństwo, w jakim znalazł się Samuel. Zabieg udał się połowicznie, bo rzeczywiście, sytuacja kiedy ktoś chce nas żywcem pogrzebać może być straszna i traumatyczna, ale… Z zareagowaniem w postaci kliknięcia myszką nie miałby problemów półślepy starzec z wrzodami na palcach, a również Samuel Gordon uwalnia się z właściwą sobie flegmą i powolnością, co skutecznie niszczy całe napięcie. Zamysł może i dobry (chociaż słyszałem o ludziach będących bezwzględnymi przeciwnikami śmierci w przygodówkach), jednak wykonanie wygląda bardzo słabo.

Podsumowanie

Słowem podsumowania - gra "Black Mirror" to bardzo dobra, klimatyczna i trzymająca w napięciu produkcja, idealna na długie jesienne wieczory. Być może nie wynika to bezpośrednio z powyższej recenzji, ale taki już los tytułów osadzonych na piedestale; zawsze bardziej spogląda się na ich niedoskonałości niźli na zalety. Osobiście nie będę recytował tego tytułu jednym tchem przy pytaniu o najlepsze przygodówki w życiu, ale potrafię zrozumieć, co innych w niej zauroczyło. Tak czy siak, warto zagrać i samemu sprawdzić, czy posępny klimat do nas przemawia, a jeżeli tak, to w jakim stopniu.

Screens

kliknij aby powiększyć

black-mirror-okladka

"Black Mirror"

Recenzje

 

black mirror 2 recenzja black mirror 3 news

 

Podsumowanie
Recenzja gry: Black Mirror
Plusy Nagroda
  • Ponury, mroczny klimat
  • Koncept fabularny
  • Klimat
  • Lokacje
  • Niektóre zagadki
hardware.info.pl poleca 5 gwiazdek ocena 8
Minusy
  • Główny bohater
  • Polonizacja
Ocena

"Tropienie mordercy Williama Gordona, odczytywanie kronik rodu Gordonów i odkrywanie sekretów przeszłości zostało skonstruowane tak udanie, że trudno oderwać się od komputera... [..] warto zagrać i samemu sprawdzić, czy posępny klimat do nas przemawia, a jeżeli tak, to w jakim stopniu."

 

Udostępnij

Wstecz

Pliki cookie ułatwiają świadczenie naszych usług. Korzystając z naszych usług, zgadzasz się, że używamy plików cookie.
Dalsze informacje Ok